Zagadki Globu Przyroda · Historia · Geografia

Historia

Zaproszenie na urodziny i skarpetki. Co Rzymianie pisali na deszczułkach z Vindolandy

Cienkie drewniane deszczułki z Vindolandy zachowały rzymskie zaproszenie na urodziny, list o skarpetkach i sprawy kupców. Tak wygląda codzienność zapisana atramentem.

Popękane, cienkie drewniane tabliczki rzymskie pokryte ciemnym pismem kursywnym, ułożone obok siebie na jasnym, beżowym podłożu

W marcu 1973 roku ktoś podał Robinowi Birleyowi mokry, cienki kawałek drewna i powiedział, że chyba coś na nim jest. Birley rozdzielił warstwy i zobaczył znaki, które wyglądały jak hieroglify. Dopiero zdjęcie z podczerwieni, zrobione kilka dni później w Newcastle, pokazało rzymskie pismo, a w nim zdanie o skarpetkach i bieliźnie, które ktoś komuś wysłał [1]. Od tego przypadkowego odkrycia wyszło spod ziemi całe archiwum codzienności: zaproszenie na urodziny, rachunki, list od człowieka handlującego zbożem, prośba o rzodkiewki na święto.

Wiadomości zapisywano na bardzo cienkich płatach drewna. Przetrwało prawie dwa tysiące lat dzięki szczególnym warunkom: wilgotnemu podłożu i ograniczonemu dostępowi tlenu.

Dwie różne tabliczki, które łatwo pomylić

W Vindolandzie, rzymskim forcie pomocniczym na południe od muru Hadriana, znaleziono dwa rodzaje drewnianych przyborów do pisania. Pierwszy to tabliczka woskowa, zwana też stylusową: grubsza deseczka z wgłębieniem wypełnionym woskiem, w którym ryło się litery rysikiem. Wosk można było wygładzić i pisać od nowa, jak w notesie. Drugi rodzaj to tabliczka atramentowa, w publikacjach określana jako leaf tablet, czyli dosłownie tabliczka w formie cienkiego płata: cieniutki płat drewna, zwykle z jednego słoja, o grubości do jednego milimetra, wielkości pocztówki, zapisana atramentem, który nakładano przyrządem z rozciętą końcówką. Wiele takich tabliczek trafiło do zbiorów British Museum [2].

Ta różnica decyduje o tym, co dziś możemy przeczytać. Wosk prawie nigdy nie przetrwał, więc z tabliczek stylusowych zostały gołe deseczki z ledwie widocznymi śladami po rysach. Badacze próbują je odzyskiwać, ale do 2022 roku nie opublikowano ani jednej takiej tabliczki z Vindolandy [3]. Atrament okazał się trwalszy, choć i on był na drewnie ledwie widoczny.

Składana kartka z dziurkami

Tabliczka atramentowa nie była pojedynczą deseczką do trzymania w ręce. Zaginano ją na pół jak kartkę, czasem łączono po dwie, a w marginesach wycinano nacięcia i otwory na sznurek. Adres pisano na odwrocie, na zewnątrz składki, mniej więcej tam, gdzie dziś wypisuje się nazwisko i ulicę [4].

Materiał to najczęściej brzoza i olcha, drewno miejscowe, przygotowane specjalnie do pisania [4]. Atrament jest węglowy, czyli w gruncie rzeczy sadza ze spoiwem, i badacze potrafią analizować jego skład bez pobierania próbki. Z kolei zdjęcia w podczerwieni ujawniają szczegóły pisma, którego gołym okiem prawie nie widać [2].

Dlaczego drewno przetrwało

Vindolanda leży na gruncie, na którym woda utrzymuje się w rowach. W takich warunkach, bez tlenu, drewno i skóra nie rozkładają się jak zwykle, a atrament pozostaje czytelny po prawie dwóch tysiącleciach [2]. Tabliczki znajdowano na powierzchniach podłóg i w dołkach warstw sprzed muru Hadriana [4].

Jedno znalezisko tłumaczy, dlaczego jest ich tak dużo. Na drodze przed domem dowódcy, w okresie datowanym na lata 97 do 105 n.e., archeolodzy trafili na ślad dużego ogniska, a w nim zwęglone resztki około 300 tabliczek. To głównie korespondencja dowódcy Flawiusza Cerialisa, być może palona przed wyruszeniem załogi na wojny dackie [4]. Nie mamy więc do czynienia z archiwum, które ktoś starannie przechował. Mamy czyjeś śmieci i popiół.

Zaproszenie na 11 września

Najsłynniejsza z tabliczek, numer 291 w wydaniu tekstów z Vindolandy, jest zaproszeniem. Klaudia Sewera pisze do Sulpicji Lepidiny, żony dowódcy w Vindolandzie, i zaprasza ją na swoje urodziny 11 września [5]. Początek jest uprzejmy i konkretny: data, prośba, żeby przyjść, i wyjaśnienie, że obecność gościa ma uczynić święto przyjemniejszym.

Serdecznie cię zapraszam, żebyś koniecznie do nas przyszła: twoje przybycie uczyni mi ten dzień przyjemniejszym.

To krótki fragment zaproszenia, oddany po polsku na podstawie tekstu i przekładu w wydaniu tabliczek. Dalej Sewera przekazuje pozdrowienia dla Cerialisa od siebie, męża i syna. List zachował się z uszkodzeniami, dlatego nie każde miejsce daje się odczytać z taką samą pewnością. [5]

Ostatnie linijki dopisano inną ręką niż resztę listu. Redaktorzy wydania przypisują je samej Sewerze. To szczególnie cenne świadectwo kobiecego pisma, ale nie podstawa do twierdzenia, że kobiety wcześniej nie pisały. Pokazuje tylko część korespondencji, która dotrwała do naszych czasów. [5]

Główna część listu jest napisana wprawną, prawdopodobnie profesjonalną ręką, więc Sewera mogła treść dyktować, a własnoręcznie dopisała zakończenie [6]. Słowo „siostro” nie jest przy tym dowodem pokrewieństwa: w rzymskiej korespondencji to czuły zwrot do bliskiej osoby i nie należy więc na jego podstawie uznawać obu kobiet za rodzeństwo.

Skarpetki, których nie da się przypisać konkretnemu żołnierzowi

Druga sławna tabliczka, numer 346, jest krótka i konkretna jak wiadomość od rodziny. W zachowanym tekście czytamy „pary skarpet od Sattuy, dwie pary sandałów i dwie pary przepasek”, czyli rzymskiej bielizny, a na końcu ktoś przesyła pozdrowienia dla całej kompanii [7]. Czasownik „posłałem” redaktorzy odtwarzają z uszkodzonego miejsca i sami opatrują go znakiem zapytania, więc pewna jest lista rzeczy, nie forma zdania. Właśnie ten tekst Birley zobaczył na pierwszym zdjęciu w podczerwieni w 1973 roku [1].

W tekście nie ma ani imienia nadawcy, ani odbiorcy. Nie wiemy też, czy paczka szła do jednego żołnierza: redaktorzy wydania zauważają, że chodzi o dużą ilość, ale niekoniecznie na użytek jednej osoby, i zastanawiają się, czy Sattua to nazwisko, czy raczej miejsce [7]. Opowieść, w której te skarpetki „należały do żołnierza X”, jest zwykle dopisaniem szczegółu, którego źródło nie daje. Zostaje lista rzeczy i troska o to, żeby komuś na zimnej północy nie było zimno w stopy.

Cztery asy, rzodkiewki i słowo, którego nie rozumieją redaktorzy

Tabliczka numer 301 pokazuje przygotowania do święta. Severus pisze do Kandidusa, niewolnika prefekta Genialisa, w sprawie zakupów na Saturnalia. Prosi o rzecz, której nazwy nie potrafią dziś objaśnić redaktorzy wydania, i podaje budżet: cztery albo sześć asów oraz rzodkiewki warte nie mniej niż pół denara [8]. Adres na odwrocie mówi, że Kandidus był niewolnikiem prefekta, a z zachowanych liter wynika, że nadawca też był niewolnikiem; to również część obrazu fortu, w którym pisali nie tylko oficerowie [8].

Sens całości jest jasny: ktoś kupuje drobne rzeczy na święto i ustala cenę. Ale pierwsze słowo wiadomości, zapisane jako souxtum, nie pasuje do żadnego znanego łacińskiego wyrazu i redaktorzy uczciwie przyznają, że nie wiedzą, co autor miał na myśli. Rzodkiewki mają dwie możliwe interpretacje: warzywo na stół albo roślina lecznicza [8].

Pięćset denarów i złe drogi

Najbardziej rzeczowy jest list numer 343, od Octaviusa do Kandidusa. Interesują go pieniądze, zboże i skóry. Pisze, że kupił około pięciu tysięcy modiów ziarna i potrzebuje gotówki, co najmniej pięciuset denarów, bo inaczej straci trzysta denarów zaliczki. Skóry czekają w Cataractonium, jest jeszcze wóz, o który pyta, i jest problem: nie chce wyruszać, dopóki drogi są złe, bo szkoda zwierząt [9].

Ciekawy jest też sam przedmiot. Zachowały się dwie kompletne składki, zgięte i nacięte w zwykły sposób, a na powierzchni widać odbicia atramentu: list złożono, zanim tekst wysechł. Na odwrocie nie ma pełnego adresu, tylko słowo Vindol napisane po skosie [9]. Redaktorzy sugerują jeszcze, że autor pisał lewą ręką, bo kolumny biegną w odwrotnej kolejności. To hipoteza, ale bardzo ludzka.

Czego tabliczki nie mówią

Te listy nie są pełnym obrazem tego, co myśleli wszyscy Rzymianie. To znaleziska z jednego fortu, z ograniczonego okresu. Autorzy bywają nieznani, datowanie jest przybliżone, a litery w nawiasach kwadratowych to uzupełnienia redaktorów. Część tekstów pozostaje nieczytelna. [3]

W listach pojawiają się kobiety i niewolnicy, ale nie każda osoba wymieniona jako nadawca musiała sama prowadzić pióro. List można było podyktować. Nie da się więc z tego zbioru wyliczyć, ilu mieszkańców potrafiło czytać i pisać. [6]

Zostaje jednak coś, czego nie da się podważyć. W błocie przy murze Hadriana zachowała się czyjaś codzienna korespondencja: zaproszenie na urodziny, paczka ze skarpetkami, rachunek za zboże i lista rzeczy na święto. Nie pomnik, nie inskrypcja ku chwale cesarza. Wystarczyło, że ktoś wyrzucił niepotrzebne deseczki w mokre miejsce i że nikt ich potem nie uprzątnął.

Źródła

  1. Patricia Birley, „Finding the first Vindolanda Writing Tablet”, The Vindolanda Trust, opublikowano 10 marca 2023, zaktualizowano 23 marca 2023. https://www.vindolanda.com/blog/finding-the-first-vindolanda-writing-tablets
  2. Giovanna Vasco, Joanne Dyer, Richard Hobbs, Caroline R. Cartwright, „The Making of the Vindolanda Wooden Writing Tablets: A Noninvasive Multianalytical Protocol for the Characterisation of Black Roman Inks”, „Journal of Analytical Methods in Chemistry”, 2026, artykuł 5142007, licencja CC BY 4.0. https://doi.org/10.1155/jamc/5142007
  3. Alexander Meyer, „Illuminating the Vindolanda Stylus Tablets”, The Vindolanda Trust, 15 kwietnia 2022. https://www.vindolanda.com/blog/vindolanda-stylus-tablets
  4. Barbara Birley, „Where were the tablets found? What are they made of? Where can they be seen?”, The Vindolanda Trust, 13 marca 2019. https://www.vindolanda.com/faqs/where-were-the-tablets-found-what-are-they-made-of-where-can-they-be-seen
  5. Alan K. Bowman i J. David Thomas (red.), „Vindolanda Tablets Online”, Centre for the Study of Ancient Documents i The British Museum, tabliczka nr 291 (Tab. Vindol. II 291), tekst i przekład; odczyt z kopii archiwalnej z 11 października 2006. https://web.archive.org/web/20061011082512/http://vindolanda.csad.ox.ac.uk/4DLink2/4DACTION/WebRequestQuery?searchTerm=291&searchField=printFriendly&searchType=number&printImage=yes&printCommentary=yes&printNotes=yes&printLatin=yes&printEnglish=yes
  6. Jarrett A. Lobell, „Roman Writing Tablet”, „Archaeology Magazine”, wrzesień/październik 2013, Archaeological Institute of America. https://archaeology.org/issues/september-october-2013/artifacts/writing-tablet-roman-fort-northumberland/
  7. Alan K. Bowman i J. David Thomas (red.), „Vindolanda Tablets Online”, tabliczka nr 346 (Tab. Vindol. II 346), tekst i przekład; odczyt z kopii archiwalnej z 28 lipca 2012. https://web.archive.org/web/20120728214825/http://vindolanda.csad.ox.ac.uk/4DLink2/4DACTION/WebRequestQuery?searchTerm=346&searchField=printFriendly&searchType=number&printImage=yes&printCommentary=yes&printNotes=yes&printLatin=yes&printEnglish=yes
  8. Alan K. Bowman i J. David Thomas (red.), „Vindolanda Tablets Online”, tabliczka nr 301 (Tab. Vindol. II 301), tekst, przekład i komentarz; odczyt z kopii archiwalnej z 11 października 2006. https://web.archive.org/web/20061011091024/http://vindolanda.csad.ox.ac.uk/4DLink2/4DACTION/WebRequestQuery?searchTerm=301&searchField=printFriendly&searchType=number&printImage=yes&printCommentary=yes&printNotes=yes&printLatin=yes&printEnglish=yes
  9. Alan K. Bowman i J. David Thomas (red.), „Vindolanda Tablets Online”, tabliczka nr 343 (Tab. Vindol. II 343), tekst, przekład i komentarz; odczyt z kopii archiwalnej z 11 października 2015. https://web.archive.org/web/20151011103244/http://vindolanda.csad.ox.ac.uk/4DLink2/4DACTION/WebRequestQuery?searchTerm=343&searchField=printFriendly&searchType=number&printImage=yes&printCommentary=yes&printNotes=yes&printLatin=yes&printEnglish=yes
  10. Zdjęcie: Fæ, „Vindolanda tablet 291”, Wikimedia Commons, 3 marca 2011, licencja CC BY-SA 3.0. Kadr został przycięty do proporcji 16:9 i przeskalowany, a ta wersja jest udostępniona na tej samej licencji CC BY-SA 3.0. Plik: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Vindolanda_tablet_291.jpg, licencja: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/